Zmiana czasu z zimowego na letni to temat z cyklu „co roku to samo”, który jednak niezmiennie wywołuje wiele emocji. Zazwyczaj w ostatni weekend marca przesuwamy wskazówki naszych zegarów o godzinę do przodu – z 2:00 na 3:00. Oznacza to niestety, że śpimy o godzinę krócej, ale w zamian zyskujemy coś cennego: dłuższe i jaśniejsze wieczory, idealne na wiosenne spacery czy rowerowe przejażdżki!

Skąd właściwie wziął się ten pomysł?

Zaskakujące może być to, że ideę zmiany czasu zaproponował niezastąpiony wynalazca i ojciec założyciel USA, Benjamin Franklin, jeszcze w XVIII wieku. W satyrycznym artykule sugerował, by ludzie wstawali wcześniej i w ten sposób oszczędzali… wosk na świece. Sam pomysł został wdrożony jednak znacznie później. Jako pierwsi czas letni oficjalnie wprowadzili Niemcy w 1916 roku podczas I wojny światowej, aby zmniejszyć zużycie węgla niezbędnego dla przemysłu.

Czy to nadal ma sens ekonomiczny?

Dzisiejszy świat znacząco różni się od tego sprzed stu lat. Obecnie argument o oszczędności oświetlenia i prądu nie jest już tak mocny, ponieważ zamiast włączać wieczorami żarówki, zużywamy masę energii np. na klimatyzację podczas gorących, letnich dni, a maszyny w fabrykach i komputery w biurach pracują niezależnie od nasłonecznienia na zewnątrz.

Coraz częściej słychać też głosy lekarzy i ekspertów od zdrowia. Zmiana czasu zmusza nasz organizm do dostosowania się do „nowej” rzeczywistości, zaburzając naturalny rytm biologiczny. To może powodować chwilowe kłopoty ze snem i objawy przypominające „jet lag”.

Czy przestawianie zegarów zostanie zniesione?

Choć Parlament Europejski już w 2019 roku przegłosował projekt zakończenia zmiany czasu, prace nad nim zostały zatrzymane przez pandemię, a następnie inne kryzysy międzynarodowe. W związku z tym póki co zasada nadal nas obowiązuje. Pamiętajcie o zegarkach (na całe szczęście, nasze smartfony zazwyczaj załatwiają ten problem za nas)!